Anita Czupryn

Utwórz swoją wizytówkę
Newsy prywatne i osobiste
Blog > Komentarze do wpisu

Podkarpacie. W stronę przyrody i drugiego człowieka

Życie tam wcale nie jest prostsze niż gdzie indziej i ludzie, których spotykam na Podkarpaciu, też borykają się ze swoimi problemami. Ale za każdym razem, kiedy tam jestem, a jestem „w gościach”, co oznacza, że niewiele robię, za to mam czas na refleksję, odnoszę wrażenie, że tam żyje się pełniej, a przez to łatwiej. A może to nawet nie wrażenie, ale przeczucie przeczucia, jakie rodzi się z obserwacji życia i ludzi z Podkarpacia, kiedy to niczym błysk jasności pojawia się w mojej głowie słowo „więź” i wtedy rozumiem, dlaczego najnowsze badania psychologów wskazują, że to właśnie więź z drugim człowiekiem jest podstawową potrzebą ludzką i najważniejszym bodźcem rozwojowym. Ale jest to też bardzo delikatna i tajemnicza materia, trudna do zgłębienia.

Pełnia na Podkarpaciu polega na harmonii z przeszłością i przyszłością, na codziennym obcowaniu z wartościami, które ludzie manifestują w sposób naturalny, jak manifestuje swoją naturalność świeżo upieczony chleb, szklanka mleka, czy kiełbasa z ogniska. To też harmonia historii pisanej tą wielką i tą małą literą, harmonia z przyrodą i wspólnotowa odpowiedzialność. Za wszystko. I, co chyba zdumiewa najbardziej – również za mnie, bo kiedy się tam pojawiam, grzeję się w tym ludzkim cieple i przejawach wszelkich w tym, abym się dobrze czuła.

Szukam podobieństw między moją, warmińską krainą, w której się wychowałam, w gościnności, języku, zwyczajach kulinarnych czy kulturowych. Znajduję oczywiście różnice – najwięcej jest w kuchni i w języku. Na przykład u nas na rzepy mówiło się „dziady”, tymczasem na Podkarpaciu „dziady” to jeżyny, a z kolei na czarne maliny, których u nas w ogóle nie ma – tam mówi się siwuchy. U nas się szło na podwórko, tam się chodzi na pole. No, ale pytanie: „A czyja ty jesteś?” było już wspólne i tam, i na Warmii.

Obserwuję więc ludzi i podpatruję ich wzajemne, wielopoziomowe relacje, słucham ich oryginalnych historii, opowiadanych tak sugestywnie, że czuję dym i gorąc płomieni palącego się domu w Kurzynie gdzieś w 1950 roku. Wówczas niemal cała wieś poszła z dymem,  a wszyscy ludzie byli w tym czasie na mszy. Wyobraźnia uruchamia obrazy i widzę siedmioletniego chłopca, który wybiegł razem z ludźmi z kościoła, a potem stał przed swoim domem, może miętolił w zbielałych dłoniach wytartą czapkę i patrzył, jak pożera go ogień. – Dom został odbudowany w trzy lata, sąsiedzi pomogli – wspomina Tata Pawła, popatrując na swoje gniazdo rodzinne i popatrując w przeszłość, a my wraz z nim, nie zważając na wściekłe ataki komarów. Delektuję się wspomnieniami dziewczynki z Krzeszowa, która kiedy poszła do liceum, wstydziła się mówić, że idzie „na pole”, bo wydawało jej się to takie wiejskie ( u nas mówiło się „wsiuńskie”), a nie miejskie. - Ale okazało się, że w Leżajsku wszyscy chodzili „na pole” – ze śmiechem wspomniała raz Pawła Mama.

Piękno Podkarpacia w Krzeszowie odurza. Obfotografowaliśmy z Pawłem to miejsce pełne żywych czarów. Widok „na pole” i stodołę:

Na dawną kuchnię letnią (u nas nie było letnich kuchni), które zagospodarowała bujna przyroda, bo jak wiadomo, ona nie znosi próżni:

 

Żółte zastępy małych słońc:

 

Kopry stwarzające złudne wrażenie, że są lasami w Tanzanii:

 

Ukochane malwy, które powinny rosnąć przy każdym wiejskim domu:

 

I malować otoczenie swoim pięknem:

 

Obowiązkowe smolinosy z floksami na drugim, lekko zamydlonym planie:

 

No i spotkać się z krzeszowskim wiewiórkiem, który został przyłapany na wgryzaniu się w świeżo zerwane orzechy laskowe:

 

A potem pojechaliśmy nad Tanew, w miejsce dzikie i bezludne, ale pełne życia, gdzie Tata Pawła przypomniał sobie, jak to jest łapać ryby gołymi rękami:

 

Gdzie udało mi się zrobić portret Pawła prawie udany:

 

Spotkaliśmy dzięcioła zielonosiwego:

 

I rozpaliliśmy ognisko kulinarne. Z kiełbasą boczkową, nie wiem, czy jest znana w innym rejonie:

 

Życie nigdzie nie jest proste, wiadomo, ale można je sobie czasem uprościć, prawda? Większości z nas nie stać na wielkie podróże, podbijanie wielkiego świata i odkrywanie nowych wysp. Ale założę się, że wszystkich stać na takie malutkie podróże w stronę przyrody i w stronę drugiego człowieka.

 

 

 

poniedziałek, 05 sierpnia 2013, good_news

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/08/08 21:42:27
Pięknie podsumowane.

Uściski
Kasia
-
good_news
2013/08/09 09:32:11
Merci:)