Anita Czupryn

Utwórz swoją wizytówkę
Newsy prywatne i osobiste
Blog > Komentarze do wpisu

Dziesieć dni poza domem. Nocleg na dziko.

Ostatni nocleg tego krótkiego, ale jednak intensywnego urlopowania postanowiliśmy spędzić tak, jak pierwszy – w kompletnej dziczy. Ania proponowała jezioro Mielno, bo czyste, ja w zapasie miałam jezioro Kownatki, ale przeczytałam w internecie, że akurat tego dnia, nad jeziorem ma być impreza disco polo. Informację zostawiłam sobie, nie zdradzając nic Pawłowi. Pomyślałam: „No, ale może znajdziemy tam miejsce dzikie, gdzieś po drugiej stronie jeziora”.

Pożegnaliśmy się z Anią i Warrenem i wystartowaliśmy. Przystanek pierwszy – Mielno. Ładnie, ładnie, ale jakoś tak… cywilizowanie. Przystanek drugi – Kownatki. Dojazd do jeziora tylko z jednej strony, z płatnym parkingiem, plażą i potężną sceną.

- Kochanie, nie powiedziałam ci czegoś. Ma tu być impreza disco polo – przyznałam ze skruchą. Szukaliśmy dostępu do jeziora z innej strony i tak trafiliśmy na ośrodek „Mazurskie marzenie”. Miejsce urocze, piękne architektonicznie, z plażą. Apartament w cenie około 300 złotych. No, to podziękowaliśmy. Zwłaszcza, że zespoły disco polo już się rozgrzewały i przytupne dźwięki niosła woda. Uciekliśmy stamtąd. I pojechaliśmy w nieznane. Z asfaltowej drogi skręciliśmy w polną. Prosto nad jezioro Gardejki. Tak jak chcieliśmy – w kompletnej dziczy. Nazbieraliśmy patyków na ognisko, łatwo nie było, bo głownie były to cierniste krzewy. Ale paliły się jak trzeba.

 

I oddaliśmy się kontemplacji natury. Słuchaniu szelestów, pojedynczych odgłosów dzikich zwierząt i ptactwa przyrody nieokiełznanej.

Na niebo wypełzł jasny księżyc nieomal w pełni, który nastrajał do dobrych rozmów.

 

Rano obudziło nas słońce i dyskretni wędkarze, którzy szukali miejsca do wędkowania. Zebraliśmy się szybko i postanowiliśmy śniadanio-obiad zjeść w smażalni ryb u jednego pana, któregośmy już znali z poprzednich wypraw. Ale – smażalnia kiedyś stała przy głównej trasie, „siódemce”, reklamy z daleka krzyczały: "Sie je ryby we Frąknowie", teraz, po przebudowaniu w tym miejscu drogi, znalazła się na uboczu. Trzeba nadłożyć drogi, aby tam dojechać. Nie spieszyło się nam. Dojechaliśmy i zobaczyliśmy, że znajomy pan na brak klientów nie narzeka. Co to jednak znaczy renoma dobrego jedzenia.

- Zupa rybna próbowana była? – przywitał nas pan.

- Nooo, ja właściwie nie jadłam.

- Zupa rybna po pół porcji – zadysponował, pochylając się nad okienkiem oddzielającym bar od kuchni.

- Pierogi próbowane były? – na powrót zwrócił się do nas.

- Nie były – przyznaliśmy zgodnie.

- To po dwa pierogi na spróbowanie. Jakaś ryba?

- Co pan poleca?

- Sielawa. Świeża.

Zamówiliśmy więc sielawę i usiedliśmy, oczekując na te wszystkie pyszności.

Spojrzałam na Pawła. Rękoma objął twarz. Jego mina mówiła wszystko: „O Boże, koniec urlopu, jutro do roboty”.

 

No, ale pocieszenie w postaci świeżych sielawek poprawiło nam humor.

Zwłaszcza, że kolejny weekend też mieliśmy już zaplanowany – czekało na nas piękno Podkarpacia…

 

 

poniedziałek, 05 sierpnia 2013, good_news

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Mario Faust, 59.92.216.*
2016/10/27 07:54:07
Excellent work! This is a very charming and informative and a lot of good information available! Thank you!!!

Best essay writing service